Deprecated: Function split() is deprecated in /www/includes/admin_exe/teksty_exe.php on line 90
2b :: trzecie oko: fotografie Krzysztofa Wojciechowskiego
alfabetycznie
wg autor
wg daty
wg miejsca
2b » tytuł roboczy » TR 006 » trzecie oko: fotogra...

trzecie oko: fotografie Krzysztofa Wojciechowskiego

data publikacji w serwisie: 2005.03-04 (006)
autor: Klara Kopcińska

  

Krzysztof Wojciechowski widzi inaczej.

Ten fakt zdumiewa mnie za każdym razem, gdy widzę jego prace – i te bardziej intymne, ulotne, muśnięte metafizyką (jak prezentowany już w „tytule roboczym” cykl Musica muta przedstawiający milczące, ale jakże w tym milczeniu wymowne płyty analogowe, czy Leżak wydymany przez wiatr, wyglądający jakby płótno chciało się wyrwać ze stelaża w dzikiej tęsknocie za nie-wiadomo-czym) i te bardziej publicystyczne, komentujące otaczającą nas rzeczywistość społeczną i polityczną.

Ten ostatni typ sztuki, a zwłaszcza fotografii rzadko przykuwa moją uwagę. To znaczy, może i przykuwa, ale zwykle jeszcze szybciej ją traci. Często epatuje tanimi skojarzeniami, stosuje łatwe chwyty, „wali z grubej rury”.

Prace Krzysztofa Wojciechowskiego, prezentowane w tym numerze wymagają wysiłku, myśl w nich zawarta nie jest oczywista, co więcej – często jest wieloznaczna. Autor nie ocenia ani nie poucza, po prostu wrzuca kamyczek do naszego intelektualnego ogródka i dalej już każe nam samym męczyć się z jego przesłaniem.

Sam o swoich pracach wypowiada się zwięźle i z rezerwą. Podczas wernisażu wystawy „Barwy walki. Pewna kolekcja krawatów” w warszawskiej Małej Galerii ZPAF wyznał: „Ta ekspozycja powstała ze zdziwienia. Pomijam już to, że ktoś bierze sto krawatów i mówi, że wybiera się na wojnę. Najbardziej dziwi mnie to, że bierze sto krawatów i mówi, że jedzie z misją humanitarną”. Tu właśnie ujawnia się jego trzecie oko: któż inny dostrzegłby absurd wojny w... krawacie Jamie’go Shea, cywilnego rzecznika NATO podczas interwencji w Kosowie. Elegancki przedstawiciel zjednoczonych wojsk (w oryginale barwny) skontrastowany jest z czarno-białymi świadectwami zniszczeń, jakich dokonała wojna: poranione ciała, ruiny, zasieki. Przysłowie mówi, ze piekło jest wytapetowane dobrymi chęciami. W tym wypadku także modnymi krawatami.

Podobnie Historie Lewantyńskie to zupełnie świeże, choć mające swoje korzenie w biblijnym przekazie, spojrzenie na konflikt palestyńsko-izraelski. Dwie „współcześnie” wyglądające, ale dotyczące zdarzeń sprzed naszej ery, sfingowane gazety z dwóch stron frontu donoszą o wyczynach Samsona – z jednej strony „dzielnego szermierza naszej sprawy”, z drugiej zaś „niecnego długowłosego bojownika hebrajskiego, znanego z upodobania do kobiet o podejrzanej reputacji”. Historie prezentowane były na wystawie wraz z cyklem kolazy wykorzystujących motyw Dawida i Goliata.

Wojciechowski dał się poznać jako cichy rejestrator miejsc i sytuacji wymownych. Można tu wymienić (obok „graffiti ze stanu wojennego” prezentowanych w grudniowym TR) kilka skromnych zdjęć zrealizowanych w połowie lat siedemdziesiątych w czasie jednodniowej wycieczki do Berlina. „Nigdy do tej pory nie robiłem z nich odbitek. – komentuje autor. –Pamiętam, że wtedy za każdym razem ciągnęło mnie do muru. Chciałem zobaczyć miejsce, w którym kończy się nasz świat, a zaczyna inny. Te kilka zdjęć zaskakuje mnie dzisiaj pustką ziemi niczyjej, ale jednocześnie brakiem dramatyzmu. Może sprawiają to gołębie widoczne tu i ówdzie. Nie wiem, jak dzisiaj wyglądają te miejsca. Ale gołębie chyba tam nie spacerują.”

 

Równie dyskretnie sfotografował w zeszłym roku przed i podczas Szczytu Gospodarczego i towarzyszącego mu zlotu antyglobalistów normalnie funkcjonujące i – równolegle – zabite dechami drzwi i okna różnych sklepów i innych miejsc „użyteczności publicznej”.

 

Ja zatem będę dalej bacznie obserwować, co też dostrzegł w naszej rzeczywistości Krzysztof Wojciechowski, 
a przyjemność skomentowania pracy pt. Pachołki Unii Europejskiej pozostawiam już samym czytelnikom.


tekst

Klara Kopcińska 


zdjęcia

Krzysztof Wojciechowski