alfabetycznie
wg autor
wg daty
wg miejsca
2b » tytuł roboczy » TR 023/024 Multum! » żuraw a sprawa globa...

żuraw a sprawa globalna

data publikacji w serwisie: 20080808
autor: Dorota Kozińska



Można wynająć na wakacje dom z basenem. Można też wynająć dom z chłopem spod Szepietowa. Chłopa w katalogu ani w umowie nie było, miałam więc ochotę zwinąć manatki i wrócić do Warszawy. Właścicielka zainstalowała pana Stanisława bez uprzedzenia. Bo i o czym tu uprzedzać? Naprawi ogrodzenie, sprzątnie sad, popilnuje mnie i terenu. Nie jest kłopotliwy w obsłudze. Zamieszka w komórce, trzeba go tylko przez kilka miesięcy karmić.
I dobrze.

Po kilku dniach spróbowałam wyciągnąć pana Stanisława z komórki i pościelić mu w domu. Nie dał się, miał swój honor. Pracował dużo i radośnie. Którejś nocy przerzucił przez rzekę drewniany most z poręczą, bo mu się przykrzyło. W niedziele cierpiał, bo do kościoła miał daleko, siadał więc na przyzbie pod malwą i demonstracyjnie nudził się do poniedziałku. Dziwił się trochę miejskiemu jedzeniu, ale szybko się przyzwyczaił.

Po kilku tygodniach nie umieliśmy już sobie wyobrazić kolacji bez pana Stanisława. Przewijające się przez chałupę tłumy obserwował ze zgrozą, ale w milczeniu. Kiedy już nawykł do Mikołaja, który odsączał wodę zamiast kartofli, do Moniki, która latała z gołymi cyckami po werandzie, i Michała, który po nocach opowiadał o sinym dzieciątku, zaczął opowiadać. Ale jeszcze piękniej słuchał.

Któregoś razu snułyśmy z Klarą artystowskie rozważania o urodzie ptaków polskich. Metafory fruwały jak gołębice, pióra rozmówczyń skrzyły się w blasku samozadowolenia, skrzydlate słowa spijałyśmy sobie z dzióbków jak pisklęta. Zeszło na żurawie. Po chwili zapadła cisza, bo aparat pojęciowy nam się wyczerpał.
Pan Stanisław odchrząknął i rzekł:
Żuraw. Dobry ptak.
Spojrzałyśmy na niego z zaciekawieniem.
Jadłem.

Skonsternowane, nie odezwałyśmy się do końca wieczerzy. Dzięki temu mogłyśmy wysłuchać barwnej opowieści o sposobach polowań na żurawie, z których najlepiej sprawdza się gonitwa furmanką, jeżdżącą zakosami po mokradłach. Tylko trzeba mieć mądrego kunia, bo ręce zajęte.

Dwadzieścia lat później rzuciło mnie do Afganistanu, gdzie uczyłam wiejską młodzież angielskiego. Komputery we wzorcowym ośrodku zbudowanym przez Niemców okazały się pamiętać czasy inwazji radzieckiej, stosik filmów edukacyjnych obrastał więc pyłem w kącie. Zarządca obiecał, że przywiezie z miasta prawdziwy rzutnik multimedialny i wszystko będzie dobrze.

Przywiózł. Z zachwytu malującego się na jego twarzy wyciągnęliśmy słuszny wniosek, że nie odda tego cacka nikomu. Za żadne skarby. Synu, poproś Cezara, żeby nam to zainstalował. Obejrzymy sobie jakiś film. Ten z Polski. Zobaczymy, jak u was jest.

Film okazał się dokumentem przyrodniczym ze Słowińskiego Parku Narodowego. Zachwyt Afgańczyków wzrósł na widok bezkresnych połaci piachu, upstrzonych gdzieniegdzie zeschniętymi krzewinkami. Nie, to nie jest pustynia – wyjaśnialiśmy cierpliwie – to wydmy, nad morzem. Morze? Piękna rzecz, wygląda jak pustynia, tylko z wody. Ładnie macie.
Gospodarz wzroku nie mógł oderwać od dwóch walczących ze sobą chrząszczy. Tylko czekaliśmy, aż goście zaczną robić zakłady, który żuk wygra. Cięcie. Obrośnięte chaszczami zastoisko, a w nim, po stawy skokowe w błocie, stado żurawi. Iskierki zapału w oczach zarządcy ustąpiły miejsca nostalgii.

Cranes. We used to have them here. Until they are gone.
Czemu już ich nie ma?
Bo wojna przyszła.
Lubisz żurawie?
Lubię. Dobre ptaki.
Nie spytałam, czy polowali z furmanki. Afgańczycy mają naprawdę mądre konie.

Z sennika: żurawie latające – dobre wieści; krzyczące – radość.
Ze słownika symboli: żuraw jest jedną z metafor długiego życia.
Żuraw leci po niebie i krzyczy. Niesie radosne wieści. Będziemy żyć długo. Jak pan Stanisław.
Żuraw. Dobry ptak. Nie jadłam. Może i szkoda.

DOROTA KOZIŃSKA