|
|||
|
2b » tytuł roboczy » TR 002
TR 002Wrażliwość artysty poparta dyscypliną i potrzebą samodoskonalenia się, charakterystycznymi dla kultur Wschodu, dają niekiedy zaskakujące swą wewnętrzną mocą efekty. Przykładem może być zarówno okładkowe zdjęcie – autoportret Dominiki Truszczyńskiej, jak i publikowany w tym numerze poemat Ryszarda Grzyba, malarza, poety i karateki, „Jedna góra, trzy sny”. Przeczytaliśmy go wielokrotnie, bo musieliśmy (korekty itp.) i... czytamy go nadal, już dla przyjemności. Znam niewielu takich ludzi, którzy śmieją się śmiechem czystym i dźwięcznym, bez żadnych zahamowań – jednym z nich jest właśnie Ryszard Grzyb. Ten jego zaraźliwy, prawdziwie radosny śmiech pobrzmiewa mi wśród wersów „historii uspokajającego się ego”, choć przecież poemat to i poważny i wzruszający i filozoficzny. Grzyb widzi wiele rzeczy, których nie dostrzegają inni, kojarzy obrazy i niczym cierpliwy archeolog, wydłubuje z pokładów swojej tożsamości te postaci, widoki, wspomnienia, które ukonstytuowały go jako człowieka i artystę i które pozostają ważne mimo upływu czasu. Ważne, jak to w przypadku poezji, również dla nas, czytelników.
W „Tytule roboczym” chcemy mówić nie o tych rzeczach, które stają się ważne poprzez wypromowanie, wielokrotne powtarzanie i nagłośnienie (bo w końcu to nie lista przebojów), ale tych, które są ważne – że posłużę się wyrażeniem ze starego żydowskiego dowcipu – pomimo. Nasi autorzy mówią o tym różnymi sposobami: metaforycznie (Ryszard Grzyb), teoretycznie (Janusz Zagrodzki), żarliwie (Hanna Dabrowska i Joanna Jarząbek), ironicznie (Szymon Cygielski)...
Skoro już o sprawach ważnych mowa, istotnym dla nas zagadnieniem jest dostępność sztuki. Nie chcemy jej ani oglądać ani pokazywać przez szybę. Materializujemy to przekonanie w postaci Warszawskich Otwartych Targów Sztuki wARTo, cyklicznej imprezy, podczas której artyści wystawiają swoje pracy w dawnej Fabryce Norblina, wprost na starych maszynach i spękanych murach, wśród industrialnych zapachów oleju i pyłu, konkurujących z przyjemnym zapaszkiem malarskich płócien. Goście krążąc wśród tak eksponowanych dzieł mogą zagadać do obecnych na targach autorów, pytając nieważne – o pogodę, sens życia, czy też o to, co poeta miał na myśli. Co więcej, zależy nam na tym, aby twórcze moce obudzić także właśnie w widzach, czytelnikach, uczestnikach organizowanych przez nas imprez. Bliskie jest nam podejście warsztatowe, umożliwiające czynne uczestnictwo, „współtworzenie”. Proponujemy zatem lekturę fragmentu kursu operatorskiego, autorstwa Bogdana Dziworskiego i Jerzego Łukaszewicza „Światło i cień – warsztat operatora filmowego”. Mamy nadzieję, że zainspiruje nie tylko osoby, które interesują się kinem i zamierzają poświęcić się karierze filmowca. Autorzy są przekonani, że „rzemiosło jest jednym ze sposobów porządkowania świata”. Poprzez jego doskonalenie i perfekcyjne zastosowanie warsztatu, tworząc – możemy zbliżyć się do metafizyki.
Pozwoliłam sobie w związku z tym na pewną prywatę. Na stronie sąsiadującej ze spisem treści publikujemy zdjęcie autorstwa Leona Kopcińskiego, mojego ojca. Zrobione w latach 50. ubiegłego wieku, jedynego, jaki było mu dane poznać. Mam w domu serię takich zdjęć. Przedstawiają pracownię konserwacji zabytków, w której pracował zaraz po studiach. Był ekonomistą, przez resztę życia eksportował do krajów rozwijających się najpierw statki, a potem inżynierów. Nie był fotografem. Trochę szkoda...
Przy okazji Targów zgłaszają się do nas różni ludzie, mówiąc, że „robią coś”, ale nie są pewni, czy nadaje się to do pokazywania. Nie mają dyplomów albo są na początku swojej drogi twórczej, boją się konfrontacji z „prawdziwymi” artystami. To właśnie im dedykuję zdjęcie zrobione przez mojego ojca. Odważajcie się, poszukujcie, pokazujcie. A przede wszystkim: Idźcie i rozwijajcie się! (co oczywiście nie przeszkadza w realizacji podobnego hasła znanego z Biblii...)
Klara Kopcińska
|
||

4graph
strona / 2 