Deprecated: Function ereg_replace() is deprecated in /www/admin/teksty/teksty_func.php on line 604
2b :: TR 014 kalendarz Ikony zwycięstwa 2206/2007
wg miejsca
2b » tytuł roboczy » TR 014 kalendarz Iko...

TR 014 kalendarz Ikony zwycięstwa 2206/2007

Świat jest bardziej skomplikowany niż nasze prawdy o nim” – powiedział Stefan Themerson, jeden z najbliższych mi pisarzy, a jednocześnie – jakby mimochodem – filozof. Owym prostym, choć nie dla każdego oczywistym, stwierdzeniem można by rozpocząć każdy tekst, ale jakoś szczególnie często przychodził mi do głowy podczas pracy nad tym wymyślonym przez Żuka Piwkowskiego kalendarzem i zorganizowaną przez nas w tym roku wystawą „Ikony zwycięstwa”.

Kalendarz, który trzymasz teraz użytkowniku – a może bardziej czytelniku czy nawet widzu – w ręce, jest sam w sobie tworem nieco dziwnym: obejmuje półtora roku, zaczynając od lipca 2006, a kończąc na grudniu 2007 (wybiega nawet parę dni w 2008, ale to już szczegół), równolegle prezentuje w formie kalendarium, co działo się podczas innego półtora roku – ponad ćwierć wieku temu, czyli od lipca 1980 do grudnia 1981. Nie trzeba przypominać, że był to czas bogaty w wydarzenia, i to takie, które w owym czasie były w Polsce pewną nowością. Parę razy pojawiają się też, już w prawej szpalcie, informacje z okresu najnowszego, które w jakiś sposób są kontynuacją, komentarzem czy podsumowaniem wydarzeń i procesów rozpoczętych w latach 80.

Jeśliby jednak przyglądać się tylko kalendarium, ta tak trafnie podkreślana przez Themersona komplikacja świata mogłaby nie rzucić się zbyt wyraźnie w oczy. Z jednej strony dojrzewanie społeczeństwa do samoorganizacji, do tego, by zacząć „mówić własnym głosem”, żądania, strajki. Z drugiej ustępstwa nieco otępiałej (czy na pewno?) władzy, jakieś ruchy mniej lub bardziej pozorne, żeby zapanować nad, jak to wówczas określano „chaosem”, prowadzące w końcu do aktu agresji wobec własnego narodu, usprawiedliwianego później i to bez przekonania jako mniejsze zło. To, co dziś nieco frustruje, to fakt, że wielu motywacji nadal nie znamy i być może nigdy nie poznamy, a dochodzenie prawdy o zakłamanych latach komunizmu w wieku XXI, gdzie z kolei sfabrykowanie dowolnego dokumentu dowolnie postarzonego jest w zasięgu umiejętności dziesięciolatka – wydaje się zadaniem co najmniej ambitnym. Chociaż spodziewaliśmy się, że tym razem będzie inaczej, okazuje się, że znowu ma rację Themerson mówiąc, że „historia uczy nas jedynie tego, że jeśli deszcz pada trzy dni, to przestaje dopiero na czwarty”.

Ten trochę heroiczny, a trochę martyrologiczny obraz, jaki rysuje się po przestudiowaniu kalendarium, ulega pewnemu zakłóceniu, a właściwe uzupełnieniu, dopiero wtedy, kiedy nałoży się na niego świadectwo bardziej osobiste. Punktem wyjścia dla kalendarza był zbiór około tysiąca zdjęć Krzysztofa Wojciechowskiego, nazywanych przez niego samego „graffiti lat 80.” Do tego dodaliśmy dwa zapisy: notatki malarza i poety Ryszarda Grzyba (RG) i fragmenty książki Waldemara Fydrycha, zwanego Majorem (MWF), inicjatora ruchu „Pomarańczowej alternatywy”.

Krzysztof Wojciechowski, obiektywnym okiem dokumentalisty rejestrował każdy napis, jaki się dało – na murze, ławce, przystanku, chodniku, budce telefonicznej, oknie... (była to zresztą w latach 80., co dziś może się wydawać absurdalne, zabawa nielegalna i dość ryzykowna). Obok podziemnych nawoływań do oporu, informacji o losie internowanych, kotwic Polski walczącej wzbogaconych o górne „S”, czy niekiedy bardzo zgrabnych haseł opozycyjnych, są tu ewidentne fałszywki, prowokacje, „koszmarkowate” plakaty strony rządowej, ale i różne dopiski, od inteligentnie prześmiewczych po najbardziej prymitywne, jak choćby swastyki. Heroizm i martyrologia okazują się tylko częścią tego krajobrazu. Zdjęcia obejmują większość lat 80., ale zwłaszcza po zakończeniu okresu przedstawionego w kalendarium.

Zapiski Ryszarda Grzyba z tego czasu są bardzo skąpe – zaledwie kilka zdań, ale wnoszą nieco inną perspektywę, człowieka tworzącego, pełnego refleksji i odczuwającego potrzebę, by jakoś ogarnąć to, co się dzieje wokół niego, w sposób racjonalny.

Major Fydrych w latach 1980-81 robił pierwsze kroki jako „hapener” i kreator rzeczywistości, aby rozkwitnąć u schyłku tamtej dekady. Można powiedzieć, ze rozwalał system od środka śmiechem. Jego wspomnienia – jako człowieka węszącego absurd w każdej sytuacji – już w ogóle nie mają charakteru bohaterskiego, choć nazywają się niczym epos rycerski „Żywoty Mężów Pomarańczowych”.

I okazuje się, że historię robią wielcy politycy, wielcy rewolucjoniści, oprawcy i męczennicy, desperaci i niezdecydowani, twardziele i mięczaki, ci, co na przedzie i ci, co zamykają pochód, ci, którzy tym żyją, i ci, którym „wisi”, wojownicy i artyści, mężczyźni i kobiety, w porywach nawet dzieci, a także kilku studentów, którzy po upaleniu się trawą, postanowili zrobić sobie jaja z panów milicjantów. Cóż, nie jest to może jakaś bardzo głęboka refleksja, ale myślę, że na początek wystarczy. Nie będę Ci użytkowniku – a może bardziej czytelniku czy nawet widzu – odbierać całej przyjemności.

Klara Kopcińska

  • data publikacji w serwisie: 2004
    autor: Krzysztof Wojciechowski


  • data publikacji w serwisie: 2005
    autor: MF, RG i www
    legenda: MF - Waldemar Major Fydrych; RG - Ryszard Grzyb1 lipca 1980podwyżka cen mięsa określana jako rozszerzenie sprzedaży komercyjnej. Wybuchają strajki w Sanoku, Tarnowie i Ursusie.Trzeba będzie po zwycięstwie rewolucji wyczyścić sytuację rzekł Burak.Dla Fydrycha było to nowe podejście do sprawy. W jaki sposób? zapytał. W sposób prosty odpowiedział Burak po obaleniu rządu członkowie partii