Deprecated: Function split() is deprecated in /www/includes/admin_exe/teksty_exe.php on line 90
2b :: "Krzesłotrony" Tadeusza Mysłowskiego
alfabetycznie
wg autor
wg daty
wg miejsca
2b » 5 x Malewicz (archiwalny) » teksty » "Krzesłotrony" Tadeu...

"Krzesłotrony" Tadeusza Mysłowskiego

data publikacji w serwisie: 2006
autor: Szymon Bojko

 

Tadeusz Mysłowski, artysta o utrwalonej pozycji w sztuce polskiej, stale zamieszkały i działający w Nowym Jorku, z pracownią-odnogą w Lublinie – niejako jego drugim domem – jest autorem projektu-wizji w hołdzie reformatorom sztuki XX wieku, pod nazwą „KrzesłoTrony”.

Jako życzliwy obserwator tego przedsięwzięcia niemalże od jego narodzin, pragnę przybliżyć czytelnikom mechanizmy inspiracji twórczej. Tadeusz, polsko-amerykański bohater mojej rubryki w „Vox Design”, ma dar strukturalnej systematyzacji niemal każdego swojego zamierzenia. Warta naśladowania jest jego metoda gromadzenia jakby praprzyczyn źródłowych; anatomia konceptu. Godna podziwu – jego wielowątkowa erudycja i dociekliwość dla „obudowy” własnego pomysłu, poprzez stopnie, etapy materializowania się idei. Nieraz zdumiewa mnie ogrom jego pracy analitycznej. Postrzegam ją w wymiarze inwestycji poznawczej w dochodzeniu do prawdy. Mogłaby zaimponować niejednemu artyście czy projektantowi, zwłaszcza początkującemu na polu twórczym i badawczym.

Projekt Mysłowskiego opiera się na archetypie dziedzictwa kulturowego. Zachęca do refleksji nad obszarem pamięci pokoleniowej i mitem innowacji, trafnie określonej w tytule znanej książki Roberta Hughesa The Shock of the New, sumującej odkrycia nowej formy w sztuce europejskiej. Dziedzictwo, które pozostawili po sobie pionierzy modernizmu, jest mimo upływu lat nadal wartościowe i w niewielkim stopniu ulega erozji, chociaż część historyków sztuki umniejsza heroiczny etos tej formacji. Nowoczesność u progu XX wieku proponowała światu cywilizację technologiczną, sztukę, kulturę duchową i materialną, architekturę i design, wypływające z niej na nieznaną skalę i skierowane do masowego odbiorcy. U źródeł tej prawdziwej rewolucji kulturowej był modernizm i jego odmiany. Liczne manifesty modernizmu w rożnych krajach głosiły, że znakiem naszego czasu jest kwadrat, wytwór rozumu i porządku. Pionierzy powoływali się na Platona, Archimedesa, Euklidesa, Newtona, Poincarégo, Einsteina. Le Corbusier, architekt, malarz i teoretyk w jednej osobie, pisał o epoce naznaczonej prawami geometrii. Warto zapamiętać racjonalne przesłanie tej idei. Jest przydatne w myśleniu o formie jako budulcu.

W mojej praktyce dydaktycznej nabrałem przekonania, że wartością poważnego zamierzenia twórczego jest jego struktura i to, co nazywamy potocznie filozofią projektu (mój amerykański kolega prof. Doug Scott, używał terminu „password”). Poznanie tych sprężyn jest samo przez się przygodą intelektualną dla bystrego i rozumnego czytelnika.

Podziw dla Wielkości, gotowość oddawania czci i hołdu Wielkim, ceremoniały i rytuały z tym związane, znane były od zarania dziejów. Oddawano cześć zarówno świętości jak i mądrości oraz odwadze. Wielkość występowała zawsze w relacji i skali do czegoś mniej doskonałego. Dialektykę tę odkrył zakonnik francuski Bernard de Chartres, w XII wieku. Rozwój ludzkości przyrównywał obrazowo do interakcji olbrzymów i karłów, symboli występujących w każdym nowym pokoleniu. Owymi karłami są młodzi, siedzący okrakiem na ramionach starszych, zwanych olbrzymami. Widzą oni (w domyśle: rzeczywistość) dalej i wiedzą więcej niż ich mądrzy poprzednicy. Olbrzymy bowiem unoszą ich siłą empirycznego doświadczenia. W taki sposób materializuje się ciągłość wraz z wymianą pokoleń.

Przenosząc tę prawdę w dziedzinę sztuki, zbliżamy się do genezy idei KrzesłoTronów Tadeusza Mysłowskiego. Zanim to uczynimy, wskażemy na inne objawy hołdu oddawanego olbrzymom przez artystów uznanych za Wielkości klasy międzynarodowej. Zastanawia powtarzalność tego zjawiska. W epokach i dyscyplinach, w muzyce i literaturze, sztukach wizualnych i w designie (szczególnie w przedmiotach takich jak meble). Pułapkę dla badacza stanowi odróżnienie żartobliwej parodii, parafrazy, kolażu i montażu – cytatu z Wielkich, od samodzielnej, twórczej metamorfozy, syntezy dokonań. Na przykład: wybitni artyści amerykańscy w latach triumfu pop-artu odnajdowali przyjemność w parafrazowaniu dzieł Wielkich. Do nich należy przede wszystkim Robert Rauschenberg, Tom Wesselman i Larry Rivers (wiele mi na ten temat opowiadali). Warhol uwielbiał cytować Wielkich, od Mony Lizy do Marylin Monroe. George Segal, któremu może brakowało inteligencji wizualnej i po prostu talentu, w sposób dosłowny przepisywał motyw siatki geometrycznej z płócien Pieta Mondriana. Na tym tle rysuje się intelektualna dojrzałość i samodzielność koncepcji Mysłowskiego.

Mysłowski od lat wchłania dziedzictwo modernistycznych teorii i przetwarza je we własny system linearno-przestrzenny. Ze spuścizny dzieł i myśli Kazimierza Malewicza, Pieta Mondriana, Władysława Strzemińskiego, Katarzyny Kobro, Henryka Stażewskiego i niedawno „odkrytego” Wacława Szpakowskiego, tworzy on rzeczywistość z abstrakcji geometrycznej i organicznej. Dołącza się do ruchów non figurative art, awangardy lat 60. w Polsce i w USA. Sens takiej drogi zaprezentował w oryginalnym studium fotograficznym: Avenue of the Americas (1983). Był to pierwszy homage dla Mondriana, potwierdzający aktualność twórcy neoplastycyzmu, koncepcji modelowania przestrzeni zurbanizowanej. Napisałem wówczas: „Jest to bezsporna kontynuacja dokonań awangardy europejskiej początku wieku. Jest i krok następny, uwzględniający najnowsze doświadczenia sztuk plastycznych. Mysłowski rozpoczyna zapis kodu przestrzennego w punkcie, do którego doszli jego poprzednicy” (Szymon Bojko. Z Polskim Rodowodem, edycja angielska, 2001).

Hold złożony Mistrzom należy do prywatnego rytuału artysty. Stanowi domowe, kameralne i świeckie sacrum. Spostrzegłem tę celebrację, gdy po raz pierwszy odwiedziłem artystę w Long Island City, po drugiej stronie Manhattanu. Studio zaadaptowane z garażu i fabryczki lodów już u wejścia demonstruje przybyszowi kultowy przedmiot. Imponującą bryłę samochodu (biały jaguar 420, rocznik 1967). Artysta mówi o nim z nabożeństwem, jak o ikonie czystej formy. Część mieszkalna oddzielona jest od pracowni krętymi i wąskimi schodami (67 stopni). Ze ścian wzdłuż schodów, niczym w galerii, spoglądają myślące głowy, fotografie Wielkich. Owi olbrzymi z cytowanej filozoficznej maksymy francuskiego mnicha. Warto przytoczyć ich nazwiska: Piet Mondrian, Kazimierz Malewicz, Katarzyna Kobro, Władysław Strzemiński, Ludwig Mies van der Rohe, Barnett Newman, Laszlo Moholy-Nagy, Friedrich Kiesler, Donald Judd, Robert Smithson, Isami Noguchi, Benoit Mandelbrot (od fraktali), Michio Kaku, Julian Przyboś, poeta. Domową panoramę obrazów-znaków zamyka kultowa fotografia Einsteina z wyciągniętym językiem. Signum temporis!

Z fotograficznego sanktuarium na schodach, kierujemy się w stronę antresoli – tam są dzieła światowego designu, jakby przywędrowały tu z londyńskiego Victoria and Albert Museum. Krzesła i fotele XX wieku. Formy, które zmieniły tradycyjne wyobrażenia o wyglądzie tych użytkowych przedmiotów. Wymieniam ważniejsze znaki-symbole. Oto wassily, krzesło zainspirowane technologią lśniącego chromu używanego do produkcji rowerów, nazwane tak przez Marcela Breuera w wyrazie hołdu wobec kolegi z Bauhausu Wasilija Kandinskiego (czyżby tu, na antresoli, narodziła się idea „Krzesła dla XY”?); słynne siedzisko Gerrita Rietvelda w kształcie zig-zag; fotel wiklinowy Miesa van der Rohe, który nadał mu nową, lekkonośną formę; sprzęty do siedzenia, opływowe, biomorficzne, małżeństwa Eamesów – Eames Chair; aerodynamiczny Eero Saarinena; przedziwna, metalowa konstrukcja Vita Acconciego – drabino-krzesło, inspirowane być może ekspresjonistycznym krzesłem Waltera Reimanna z filmu Gabinet doktora Caligari; bretoński taboret; wreszcie – secesyjny, niezrównany thonet – uosobienie, lekkości, finezji linii, elegancji.

Sięgam do artykułu pod tytułem Sztuka siedzenia w powietrzu2. Podrzucił mi go Tadeusz gwoli inspiracji. W istocie jego pomysł-homage w formie „Krzesła dla XY” mieści się w pojęciu adoracji Wizjonera, przeniesionej na pospolity sprzęt do siedzenia. Krzesło w ciągu ostatnich dziesięcioleci uległo rewolucyjnym przeobrażeniom dzięki wynalazkom technologicznym. Od formy czteronożnej z oparciem, do dwunożnej (two-legged cantilever chair), przedmiotu sprawiającego wrażenie unoszenia się w powietrzu. Zalecam polskim projektantom zapoznanie się z tym artykułem. Tadeusz, obok wielu talentów, posiada wyczucie Zeitgeistu, aktualizacji formy zaczerpniętej z innej epoki. Dlatego zapewne postanowił wydobyć wartości kultowe czy wręcz magiczne Krzesła wyniesionego do rangi znaku. Mysłowski prezentuje swój punkt widzenia:

„Ludzkość od zarania tworzyła wyobrażenia, przekraczające granice empirycznego poznania. Krążyły one wokół zjawisk nadprzyrodzonych, potem przeszły po kolei na władców, uczonych, artystów, wynalazców, wodzów, sportowców, idoli kultury masowej. Wielkości nie można zmierzyć i porównać. W poszukiwaniu modelu, punktu odniesienia, odwoływano się początkowo do alegorii, symboli, metafor, abstrakcji, bądź charakterystycznych obiektów kojarzonych z silną wyobraźnią Wielkich Wizjonerów. Zachwycałem się przedmiotami, których forma była kwintesencją geniuszu. Stad krok do KrzesłoTronu z mojego projektu. Krzesło, przedmiot praktyczny, obrosło przez tysiąclecia w mitologię, która wielbiła mądrość, dostojeństwo, majestat, władzę. Krzesło było synonimem wielu rzeczy, przede wszystkim zaś przedmiotem znaczącym przy zmianie proporcji.

Dodajmy – także skali. Natychmiast kojarzą się przykłady na potwierdzenie tej tezy: monumentalne, pomnikowe Krzesło Tadeusza Kantora na tyłach budynku Muzeum Narodowego w Warszawie, krzesło na scenie w teatrze Roberta Wilsona. Krzesła i drabiny w teatrze Józefa Szajny. Nazwa KrzesłoTron, filologicznie, jest bliska angielskiej mentalności. Chair i throne mają zbliżone znaczenia. Być chairmanem znaczy sprawować władzę. Portugalskie poltrona znaczy fotel. W ujęciu Mysłowskiego, połączenie dwóch słów i znaczeń tworzy przyswajalną zbitkę językową. Może się zdarzyć, że znajdzie się w obiegu społecznym. Tym bardziej, że twórca oprócz nazwiska artysty, któremu oddaje hold, znajduje dla Krzesła-znaku także słowny logotyp, skrót dźwięku ze współczesnego słownictwa ulubionego przez konstruktorów urządzeń elektronicznych:

M O N D R I A N belkowoogie

MALEWICZ kwadratokubik

STRZEMINSKI+KOBRO negatopozytyw

STAŻEWSKI modułokwadrat

SZPAKOWSKI stukturolinia

 

Zwróciłem się do autora KrzesłoTronów o przedstawienie osobistych, niejako prywatnych nici wiążących go z postaciami, którym oddaje hold. Przytaczam poniżej dwie historie, fabuły, mini-nowelki. Każda z nich dotyka jakiegoś ważnego momentu jego biografii.

Malewicz w Hotelu Polonia:

Zadawałem sobie dawno pytanie, dlaczego jego jedyna i reprezentatywna wystawa w Warszawie odbyła się w Hotelu, nie zaś, jak na to zasłużył, w Muzeum, lub w Zachęcie? Hotel Polonia w Alejach Jerozolimskich był moim domem przez ponad 20 lat, gdy przyjeżdżałem ze Stanów do Polski. Za każdym razem czułem dreszcze na myśl, że oto w tym przeszklonym, obszernym hallu przechadzał się pan Kazimierz, mój mistrz; że w jednej z sal zawisły dwa kwadraty, czerwony i mniejszy, czarny, uznane w cywilizowanym świecie za znak-ikonę awangardy. Pod wpływem wspomnień napisałem wówczas list do dyrekcji Hotelu z propozycją upamiętnienia tego wydarzenia – wizyty Wielkiego Polaka i Malarza. Nie doczekałem się odpowiedzi. Natomiast z pobytu w „Polonii” została mi pamiątka w postaci filiżanki, z której Kazimierz, być może, pił czerwony barszczyk. Filiżankę przechowuję w moim nowojorskim studiu. Wyobrażam sobie kwadratokubik, czyli KrzesłoTron we wnętrzu odrestaurowanego Hotelu, odpowiednio ustawiony i oświetlony, z podpisem.

Mondrian z Victory Boogie-Woogie:

Pielęgnuje wraz z moją żoną Ireną wdzięczność dla amerykańskiego malarza, Harry'ego Holtzmana. Poznaliśmy go zupełnie przypadkowo na jakimś wernisażu. Dowiedzieliśmy się, że to on w czasie II wojny światowej, zaprosił Mondriana do Nowego Jorku i otoczył go opieką. Ten młody artysta był świadom zagrożeń ze strony hitlerowskiego barbarzyństwa. Zauroczony osobowością wielkiego Holendra, stworzył mu warunki, które zaowocowały słynną seria Boogie-Woogie – ikonami rytmu wielkiego miasta. Dzięki Harry'emu zachowała się bezcenna dokumentacja ostatnich lat życia Mondriana. W moje belkowoogie, uwielbienie dla odkrywcy rytmów malarskich i muzycznych w abstrakcji, wpisuje się także skromna postać Harry’ego.