Deprecated: Function split() is deprecated in /www/includes/admin_exe/teksty_exe.php on line 90
2b :: Kwadratowe niebo
alfabetycznie
wg autor
wg daty
wg miejsca
2b » 5 x Malewicz (archiwalny) » teksty » Kwadratowe niebo

Kwadratowe niebo

data publikacji w serwisie: 2011-11-25
autor: Klara Kopcińska

 

Czarny kwadrat na białym tle – obraz autorstwa Kazimierza Malewicza. Został namalowany w 1913 roku, a po raz pierwszy publicznie pokazany w 1915 roku, czyli autor przez 2 lata zbierał się na odwagę, by go pokazać. […] Było to prorocze dzieło. Kwadrat przedstawiał prostotę komunizmu, który miał niebawem nadejść, a kolor kwadratu – barwę życia w tym ustroju/ […] Obraz nie jest ciekawy wizualnie, jednak warto zastanowić się nad nim nie patrząc na niego. Najlepiej zrobić to nie widziawszy go nigdy”.

Zdania te zaczerpnięte z definicji, zawartej w „Nonsensopedii – polskiej encyklopedii humoru” (prześmiewczej wersji Wikipedii), choć z założenia pełne ironii, są niestety dość symptomatyczne dla powszechnego niezrozumienia genezy i przesłania dzieła Malewicza. Dodać należy, że w polskiej Wikipedii nie pojawiło się dotąd hasło „Czarny kwadrat”, a to poświęcone samemu Malewiczowi jest krótsze niż nonsensopedyczny żart ze słynnego obrazu. Na jednym z forów internetowych trafiłam na gorącą dyskusję, której najbardziej aktywny uczestnik dowodził, iż zamiarem Malewicza było dowiedzenie, że w sztuce wszystko wolno.

W zrozumieniu idei suprematyzmu nie pomaga też Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, gdzie ostatnio prezentację pod tytułem Black2 zorganizował Konstantin Grcic, znany projektant. Wystawa, gromadząca tak zwane ikony dizajnu o czarnej ascetycznej formie, począwszy od dyskietek komputerowych, poprzez głośniki, monitory czy iPhone'a po torebkę Chanel, wzbudziła moje nieco ambiwalentne uczucia – z jednej bowiem strony dowodzi materializacji szalonej wizji Malewicza – zastąpienia naturalnego chaosu przyrody nowym suprematystycznym porządkiem form, z drugiej jednak czysto utylitarny, a zarazem komercyjny charakter tych obiektów jest jawnym zaprzeczeniem jego utopijnego idealizmu.

Również w komentarzu do wystawy zamieszczonym na blogu Warszawa w Budowie (autorstwa Karola Kobosa) kompletnie brak odniesienia do idei kryjącej się za „Czarnym kwadratem”, choć zawarta tu obserwacja socjologiczna jest niestety prawdziwa: „Czarny kwadrat na białym tle Malewicza – ikona, ale też jeden z ulubionych przykładów domorosłych krytyków sztuki współczesnej spod znaku „tak to każdy potrafi”. Banalny? Nieciekawy? A jednak powraca w coraz to nowych wcieleniach. […] To podszyta humorem prowokacja. Pokazuje, że ten często wykpiwany motyw jest niezwykle mocno zakorzeniony i co jakiś czas przebojem powraca – przekonuje Magda Lipska, kuratorka wystawy”.

Wiadomo: sic transit gloria mundi – gentryfikacja obejmuje nawet czarny kwadrat. Jak pisze Barbara Toruńczyk w tekście Zagadka Malewicza (GW 2002): „Abstrakcja, złączona przez swoich twórców na początku wieku XX z metafizyką, miała być sondą ducha, spuszczoną na pograniczu czwartego wymiaru w odmęty nicości. Ale po rewolucji 1917 roku zaczęła dość prędko powracać na ziemię. Przekształciła się w sztukę stosowaną. Podbiła Europę i świat nowoczesny. Stała się narzędziem rozrywki, zadomowiła w architekturze i dekoracji, weszła do pejzażu życia codziennego”.

Kiedy w 2004 roku organizowaliśmy z Żukiem Piwkowskim w warszawskiej fabryce Norblina wystawę Czarny2 – pokaz prac inspirowanych ikoną modernizmu – ja także postanowiłam przewrotnie odnaleźć czarne kwadraty w otaczającej mnie rzeczywistości. Nie zadowoliłam się jednak wszechobecnymi w naszym życiu eleganckimi czarnymi przedmiotami, w których czarny kwadrat „wraca przebojem” (niektórych zresztą jeszcze wtedy nie było), zignorowałam też kilka obiektów w rodzaju czarnych kafelków wmontowanych w białą podłogę i doszłam do wniosku, że nie tędy droga.

Ponieważ dziś znaczną część naszej rzeczywistości wypełnia świat wirtualny, postanowiłam wpisać sformułowanie „czarny kwadrat” w wyszukiwarkę. To moje proste zdawałoby się posunięcie zostało nagrodzone w sposób przerastający wszelkie oczekiwania. Otrzymałam opowieść mającą początek i koniec, obejmującą przeróżne dziedziny życia, od techniki i informatyki, poprzez astronomię i fotografię, historię i ezoterykę, po poezję. Pracę swoją nazwałam Czarny kwadrat – powrót do realu, znalezione fragmenty tekstu dotyczące czarnego kwadratu w jego wszelkich przejawach wpisałam w jednakowe kwadraty czarną czcionką na białym tle, a podczas druku pracy otrzymałam jeszcze jeden dar od losu – drukarka się zacięła i wszystkie 25 stron wydrukowało się na jednej kartce papieru, tworząc... czarny kwadrat.

Aby niejako samej sobie wytłumaczyć siłę bezprzedmiotowości, dokonałam też innego zabiegu: ułożone 1000-elementowe puzzle przedstawiające jakiś widoczek, pomalowałam czarną farbą, a następnie rozsypałam zapraszając gości Czarnego2 do złożenia go z powrotem w całość. Mimo licznych prób, do końca wystawy udało się dobrać kształtem zaledwie kilkanaście elementów. Brak punktów odniesienia uczynił zadanie niemożliwym do wykonania.

Malewicz, gdy czyta się o jego życiu (np. w interesującym tekście „Samotny czarny kwadrat” Anny Żebrowskiej, „Wysokie obcasy, 2005), sprawia wrażenie człowieka niezwykle aroganckiego. Na fotografiach i autoportretach patrzy dumnie na widza z pewnością siebie typową dla rewolucjonistów. Gdy powiesił swój „Czarny kwadrat” jak ikonę, w rogu sali wystawowej, nie był to dadaistyczny żart, jakimi epatowali w tym czasie burżuazję artyści na zachodzie Europy, był to poważny, świadomy gest wynikający z przekonania, że oto znalazł on coś lepszego i głębszego niż inni. „Ziemia pokazała im rzeczy proste – mówił o malarzu i poecie Malewicz, sam malarz i poeta – A oni szukali w niej ukrytej tajemnicy. Szukali tego czego nie trzeba było szukać”.

Już samo imię rewolucji Malewicza: suprematyzm, oddaje jej maksymalistyczny charakter. – pisze Barbra Toruńczyk. – Malarstwo było dla niego medium metafizyki, wyrazem głodu absolutu. [...] Urzeczony zagadką umowności malarstwa, chciał je odrzeć ze wszystkiego, dotrzeć do tego, co esencjalne i podstawowe: naga przestrzeń płótna, które niczego nie przedstawia, niczego nie wyraża – albowiem jest jedynie ekranem naszych projekcji. „Suprematyzm – notował – ukazuje «nic », które stało się zagadnieniem”. Według niego, i według krytyków sztuki, bez tych komentarzy jego dzieło nie jest zrozumiałe.”

Wystawa Czarny2 w Norblinie, zaowocowała wieloma świeżymi pracami, w większości wywodzącymi się z ducha konceptualizmu. Funkcjonowanie Malewicza w sztuce współczesnej dowodzi, że pozostaje on symbolem bezkompromisowego idealizmu i utopijnych prób stworzenia lepszego świata. Ten właśnie aspekt jego sztuki przywołuje Łukasz Badula (kulturaonline.pl, 2009) w artykule Multi zestaw: Czarne dziury. Z kolei podobne przejawy poszukiwania czystego odczucia odnajduje w symfonii ciszy 4,33 Johna Cage'a (malewiczowskie „Cel muzyki – milczenie” !), w płótnach Rauschenberga odbijających postaci widza czy w Blue, introspekcyjnym filmie Jarmana.

Jedna z przedstawionych w Norblinie prac „Sen o czarnym kwadracie” Katarzyny Terechowicz trafiła ostatnio na okładkę amerykańskiego wydania tomu poezji Tomasza Dąbrowskiego „Black Square” (edycja polska „Czarny kwadrat” nominowana była do nagrody Nike w 2010).

Autor tak mówi o swoim związku z „ojcem suprematyzmu” z rozmowie z Juliuszem Kurkiewiczem (wyborcza.pl, 2010): „Tytuł Czarny kwadrat nawiązuje do wiersza otwierającego książkę, a pisząc ten wiersz, nie myślałem o Malewiczu. Pomyślałem o nim później, komponując zbiór i zastanawiając się nad okładką. Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, co łączy mnie z tym malarzem. Jest dla mnie ważny po pierwsze dlatego, że odkąd zerwał z „malarstwem fabularnym”, stał się ascetą. Zależało mi, by moja książka była właśnie taka: czysta, przejrzysta, racjonalna, ascetyczna. Konieczna. Po drugie, Malewicz to metafizyk. Suprematyzm, którego jest ojcem, stawia odczucie, emocjonalną reakcję odbiorcy – pojmowaną szerzej niż tylko psychologicznie – w centrum swoich zainteresowań. Lecz – proszę zauważyć – odczucie to jest u Malewicza i innych przedstawicieli kierunku konsekwencją skrajnej racjonalizacji procesu twórczego, efektem solidnej pracy intelektualnej. Tak też widziałbym dziś jedyną wiarygodną metafizykę w poezji.”

Czytam o Malewiczu, o jego przerwanej podróży po Europie, pozostawionych obrazach, naciskach politycznych, wyparciu awangardowego zaplecza rewolucji przez poddańczy socrealizm, o jego śmierci, która mogła nastąpić później, gdyby pozwolono mu na leczenie w Europie Zachodniej. O jego projekcie suprematystycznej trumny i kwadratowych wieńcach na jego pogrzebie. W jego utworach literackich, napisanych tak, że co i rusz świerzbi mnie moja korektorska ręka, trudno nie dostrzec indywidualizmu pchającego go do stworzenia obejmującej wszystko teorii – a zarazem świadomości, że mówi jedynie we własnym imieniu:

Wyobrażam sobie świat niewyczerpanych form niewidzialnych.

Z niewidocznego dla mnie – składa się nieskończony świat

będę mówić o sobie bo nie wiem jak wyobraża

świat każde w naturze.

Coraz lepiej rozumiem jego pozorną arogancję – terytorium, które wytyczał wbrew wszystkiemu dla swojej twórczości, w próbie budowania „nowego świata z popiołów ziemi”, w wizjonersko-szaleńczym zawołaniu: „wyjdźmyż z labiryntów ziemi w nieobjętą przestrzeń z liczbami i barwą i wzburzmy ziarna świadomości”. Utopiści są z pewnością motorem postępu, choć stworzone na bazie ich idei ideologie i systemy – wdrażane przez mniej wrażliwych niż artyści ludzi czynu – niezmiennie stają się zniewalającą pułapką. A przecież „tylko w poczuciu wolności, możemy odkrywać nowe formy” – głosił Malewicz.

Spoglądam przez okno obok mojego biurka. I nagle widzę czarny kwadrat na białym tle: nieprzenikniony bezmiar nocnego nieba wpisany w konkretną białą ramę okiennej kraty.