wieczór autorski Celli Gilbert
data publikacji w serwisie:
autor:

Celia Gilbert
w czułym barbarzyńcy
27 maja, niedziela, godz. 20.00
Celia Gilbert jest amerykańską poetką i dziennikarką. Była wydawcą prozy i poezji w „The Boston Phoenix”, jurorką w prestiżowym konkursie Los Angeles Times Book Awards, prowadziła też warsztaty poetyckie dla dorosłych.
Jest autorką tomów poezji AN ARK OF SORTS (wyd. Alice James Books, nagroda Jane Kenyon Chapbook Award), BONFIRE (Alice James Books) i QUEEN OF DARKNESS (Viking Press). Jej wiersze znajdują się w licznych antologiach i są publikowane w prasie, m.in. w „The New Yorker”, „Poetry”, „Threepenny Review”, „Grand Street”, „Ploughshares” czy „Southwest Review”.
Wiersze Celii Gilbert krążą wokół tematu przemijania i nieodwołalności losu, ale nie ma w nich cienia patosu ani sentymentalizmu. Gilbert, która doświadczyła śmierci córki, po mistrzowsku opisuje świat po osobistej katastrofie – nie ma tu mowy o cierpieniu, niesprawiedliwości, rozpaczy – jest przerażająco realistyczny obraz codziennych czynności – jak się pije herbatę, kupuje kartofle, rozmawia z pozostałymi dziećmi... Celia Gilbert prostymi, lakonicznymi frazami porusza najgłębsze warstwy naszych lęków
Gilbert wychowała się w Waszyngtonie, jest córką radykalnego dziennikarza I. F. Stone’a, znanego między innymi ze swojej zdecydowanej postawy sprzeciwu wobec maccartyzmu. To on powiedział jej, kiedy był dzieckiem, że być poetą to najwspanialsza rzecz na świecie.
Gilbert ma licencjat Smith College, stopień magistra zdobyła na Uniwersytecie Bostońskim (kierunek creative writing), gdzie studiowała razem z Anne Sexton. W Harvardzie chodziła na zajęcia z wybitnym poetą Robertem Lowellem. Przez pewien czas mieszkała we Francji i w Anglii, dużo podróżuje. To jej pierwsza wizyta w Polsce.
Celia Gilbert jest też malarką i graficzką. Mieszka w Cambridge, Massachusetts.
W czułym barbarzyńcy Celia Gilbert będzie czytać swoje wiersze, polskie tłumaczenia będzie czytać tłumaczka – Klara Kopcińska.
Kobieta w czarnej sukni
Nigdy nie będę
na kolanach
jak ta kobieta w czarnej sukni
z głową okrytą koronką rysującą wzory
na jej twarzy, z różańcem w ręce
naładowanym żarliwością
pielgrzymki
po wyboistej, czerwonej ziemi
do sanktuarium Najświętszej Panny.
Z każdym uderzeniem serca, otarciem stopy,
z trudem wykonanym ruchem
dojrzewa owoc jej pragnienia.
Cokolwiek sprowadziło ból –
choroba, lęk o kochaną osobę czy grzech –
jest teraz pewna, że Matka słucha ją
pełna uwagi. Ofiarowała jej przecież
wszystko, co ma, wiarę i swoje ciało
powiązane w jedną linię z innymi
podobnymi, w miażdżącym upale
cierpiąc jak Jej syn
spiekotę, zmęczenie, udręczone mięśnie.
Szmer jej modlitwy wznosi się,
powoli, z wielkimi nieobecnymi oczami, przechodzi,
a ja jej zazdroszczę.
Czy nie poszłabym
na kolanach i dłoniach
do łona mojej matki
błagając, by powstrzymała
nadchodzącą śmierć mojego dziecka?
Czyż nie chciałabym wierzyć tak jak ona –
i przyjaciel, gdy rzuca się z tłumu,
by otrzeć jej pot z czoła –
że ból ma jakiś cel, że nie jest na próżno?
tłum. Klara Kopcińska