Deprecated: Function split() is deprecated in /www/includes/admin_exe/teksty_exe.php on line 90
2b :: Walka w Norblinie. Kto wygrał?
alfabetycznie
wg autor
wg daty
wg miejsca

Walka w Norblinie. Kto wygrał?

data publikacji w serwisie: 2008-06-10
autor: Klara Kopcińska

 

Norblin. Na skwerze przed rzędem bezokich „ogórków', po kostki w wodzie niczym Stalker, stoi artysta – Zygmunt Piotrowski i... płacze. Łzy ciekną po twarzy, czasami usta wykrzywia niemy szloch.

Za nim na murach projekcja Żuka Piwkowskiego wykorzystująca motywy z gier komputerowych, makro zbliżenia smoków, wojowników, lwów. Obrazki z tych „nawalanek” odbijają się w rozlanej wodzie, pełgają po twarzy i łzach Piotrowskiego.

Jeśli pójść dalej Ulicą Poloneza, miniemy okna oklejone na krzyż taśmą z napisem „GROUNDWORK, praca u źródeł”. W hali Zakuwarki zainstalowaliśmy monitory telewizji przemysłowej ukazujące różne punkty fabryki, alejki, portiernię, widok głównego dziedzińca z Pałacem Kultury w tle – z jednej, a z poczwarnym molochem JW Construction z drugiej strony.

W hali Mechanicznej znów projekcje – padając na ściany przecinane rurkami kryjącymi kable elektryczne, po drodze tworzą kolorowe plamy na maszynach – pięknym zbiorze działających nadal frezarek, tokarek, młotów resorowych – prawdziwych pomników zwykłej ludzkiej pracy. Tu mignie rycerz, tam ktoś leci na gryfie, tu znów ostrzeliwuje wioskę skrytą pod palmami.

Na murach między Rządową a Niespełnionych Nadziei odbijające się wielokrotnie w szybach obrazy – ruskie ikony przedstawiające świętego Jerzego w walce ze smokiem. Z nieczynnej trakcji zwisa brzozowy kij z wyciętym nożem i wyzłoconym napisem NON DRACO SIT MIHI DUX.

Czasem przeleci i przysiądzie gdzieś gawron, zaszczeka pies, za murem przetoczy się tramwaj lub zaryczy karetka. Załoga Norblina tego wieczora to dwie osoby z kierownictwa Muzeum, jeden strażnik, czterech techników i my – troje artystów.

* * *

Po drugiej stronie muru stoi kilku napakowanych panów z ogolonymi głowami i nie wpuszcza widzów do środka, aby zapobiec społecznej szkodliwości tej wywrotowej akcji.

W pewnej chwili prywatną terenówką nadjeżdża dwóch mundurowych, legitymują Żuka. Ktoś zakleił obiektyw kamery przemysłowej w portierni, my ściągamy plaster, za chwilę wraca on na swoje miejsce.

Zbliża się północ, zbierają się widzowie, przedstawiciele dewelopera, którzy od dwóch dni spokojnie obserwowali, jak ustawiamy tu górę sprzętu, stanowczo odmawiają wpuszczenia kogokolwiek na teren fabryki. Twierdzą, że impreza, na przeprowadzenie której mieliśmy zgodę Muzeum Techniki podpisaną 24 kwietnia, jest nielegalna. Nasi operatorzy, którzy mieli filmować performance, włączają kamery i kierują je na zdeterminowanych ochroniarzy.

Niektórzy uczestnicy myślą, że to właśnie happening, po kilkunastu minutach mówią „no dobra, fajne było, ale teraz nas wpuśćcie”.

Ale to nie akcja artystyczna. My nie wiemy, co dzieje się na zewnątrz, ci z zewnątrz nie wiedzą, co dzieje się w środku.

Żuk i ja sami łapiemy za kamery, też wskakuję po kostki w wodę przed Zygmuntem, żeby zrobić zbliżenie jego łez.

Robimy godzinny performance bez publiczności. Publiczność solidarnie stoi za murem.

Gdzieś od strony Jana Pawła majaczy za drzewami podświetlony bilbord z napisem KOMEDIA.